Pamiętam jedno spotkanie sprzed paru lat. Jeszcze w poprzedniej epoce - przed pandemią, przed tym jak świat się zatrzymał i znów ruszył, ale już inaczej. Siedzieliśmy przy stole w Łodzi - jakieś spotkanie biznesowe, analitycy, eksperci, wszyscy bardzo ważni. Bardzo poważni. Bardzo istotni. A obok Andrzej. Tylko on nie próbował i nie chciał być Bardziej.
Słuchał, mówił, ale jednocześnie tworzył pochylony nad swoim iPhone'em. Drapał go, z miłością dotykał a potem traktował szlifierką, dłutem i nożem, tworzył, niszczył, budował, rozkładał, malował, skrobał, nakładał, dekonstruował i jednocześnie z nami rozmawiał, pokazywał nam dziury w całym, szukał swoich niszy, kłócił się i znowu dekonstruował rozmowę, telefon i sztukę i malował i był i znikał. Jednocześnie. Obecny i nieobecny. W tym samym momencie. Wieczny obserwator. Cyfrowy surrealista.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nie chodziło mu ani o obraz, ani o piękno ani nawet o telefon czy też o... wkurzanie tych którzy siedzieli obok, ale chodziło o narodziny nowego języka, który miał opisać nową rzeczywistość i nową sztukę. Języka który Andrzej ciągle szukał.
Bo Andrzej rozumiał, że "nazwać to powołać do istnienia", że słowo ma podwójną moc: z jednej strony pomaga zrozumieć to co się dzieje, z drugiej - tworzy rzeczywistość. Że czasami "mapa" Korzybskiego może rzeczywiście stworzyć "terytorium". Że w świecie jutra, który nie będzie podobny do niczego co było, żeby nie oszaleć, potrzebny jest nowy język - nasz niedoskonały, omylny opis. Nasza mapa, dzięki której możemy zrozumieć to nowe Terytorium.
Ale nie można stworzyć nowego języka ani nowej sztuki po prostu siedząc. Trzeba wędrować. Trzeba swoją obecność rozszerzać.
Andrzej więc wędrował. Na wielu wymiarach. W książkach, w rozmowach, w biznesie, w spotkaniu, w sztuce, w przestrzeni, w mieście (które dla niego jest nie tylko „trwałym skupiskiem ludności o wysokiej gęstości zaludnienia"), ale jest żywym organizmem, jest największym osiągnięciem naszego gatunku, bo zawiera w sobie język, społeczność, sztukę, biznes, politykę i filozofię.
Więc przede wszystkim spacerował po Łodzi. Swojej Ziemi Obiecanej.
Stał się współczesnym flâneur czyli mobilneurem.
Baudelaire pisał o flâneur - spacerowiczu, który błąka się po mieście i obserwuje życie. To była figura romantyczna XIX-wiecznego Paryża: dandys w cylindrze, który przemierzał bulwary nie w pośpiechu biznesmena, ale z leniwą ciekawością poety.
Walter Benjamin, niemiecki filozof, pisał, że flâneur to "botanik chodnika" - kataloguje ludzkie gatunki jak przyrodnik klasyfikuje rośliny. Ale jego laboratorium to nie herbarium, lecz kawiarnia, ulica, jego mikroskop to nie szkło optyczne, lecz spojrzenie.
Flâneur nie miał celu - miał wzrok. Patrzył na tłum, wyłapywał gesty, podsłuchiwał rozmowy, zbierał fragmenty miejskiej symfonii.
Dzisiaj flaneur ewoluował – stał się "Mobilneur" łączący mobilność (łac. mobilis - ruchomy) z flâneur (fr. spacerowicz, obserwator). Ta synergia odzwierciedla przemianę współczesnego człowieka w epoce cyfrowej. I kierunki jego „spacerów".
Baudelaire'owski flâneur XIX wieku przemierzał bulwary Paryża, obserwując życie miejskie. Mobilneur XXI wieku spaceruje między przestrzenią rzeczywistą i cyfrową, używając smartfona jako okna na rzeczywistość. To nie pasywny obserwator, ale aktywny współtwórca rzeczywistości powstającej na przecięciu fizycznego i wirtualnego świata. Mobilneur wie, że zmieniając swoją rolę z „widza" na „kreatora" zaczyna w sztuce realizować zasadę superpozycji.
Mobilneur iPhone w rękach Andrzeja Walczaka to obiekt w kwantowej superpozycji estetycznej. Jego tylna ściana, pokryta farbą, to fizyczne płótno - materia, pigment, tekstura. Ale ten sam obiekt, gdy odwrócimy go ekranem staje się bramą do cyfrowej rzeczywistości.
To nie są dwa różne obiekty. To jeden iPhone, który istnieje jednocześnie jako płótno i ekran, jako materia i informacja, jako rzeczywistość fizyczna i wirtualna. Dopiero akt obserwacji - decyzja o tym, którą stronę iPhone'a traktujemy jako "dzieło" - sprawia, że jego "funkcja falowa" dostosowuje się do naszej wizji. Do naszej decyzji.
Mobilneur bawi się więc zarówno konwencją, materią jak i kwantową superpozycją. Daje przy tym widzowi najważniejszą rzecz, boski dar - wolność wyboru. Masz smartfona, twój zewnętrzny mózg. Możesz być widzem a możesz być twórcą. Wszystko zależy od strony jaką wybierzesz.
Jako obserwator masz wybór.
Fala lub cząsteczka.
Ekran lub płótno.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!